Gdy rodzina spotyka się po dłuższym niewidzeniu, na obiad koniecznie musi być aromatyczny, treściwy rosół. Postanowiłam nieco zaskoczyć domowników i podsunąć im „zmodyfikowany” smakowo rosół. Przygotowany trochę po wietnamsku, trochę po polsku.  Dodatki (włoszczyzna i makron pszenny) to polskie akcenty, zaś baza rosołu i jego aromat są wietnamskie. Nie robiłam tradycyjnego Pho Bo czy Pho Ga, ponieważ nie sądzę, by mój tata zjadł rosół z kiełkami i szczypiorem :) Na szczęście aromatyzowany anyżem, kardamonem, cynamonem i sosem rybnym posmakował mu.

Składniki (na ok. 6 porcji):

korpus kurczaka (bez skóry) + 1 udko (bez skóry)
ze 2-3 kości wieprzowe lub wołowe
1 duża cebula
3 gwiazdki anyżu
4 ziarna zielonego kardamonu
kawałek świeżego imbiru ok. 7 cm
3 liście laurowe
laska cynamonu
3 łyżki sosu rybnego
sól, pieprz

dodatki:
500 g włoszczyzny pokrojonej w paski (np. mrożonej)
250 g makaronu wstążki z pszenicy durum
natka pietruszki

Przygotowanie:

Do garnka wkładamy kości i mięso. Wlewamy zimną wodę (około 2,5-3 litry) i zagotowujemy. Zdejmujemy szumy i gotujemy na małym ogniu, nie przykrywając, godzinę (rosół ma tylko mrugać).

W międzyczasie opalamy na ogniu obrany imbir i cebulę, a makaron przygotowujemy według przepisu na opakowaniu.

Po godzinie gotowania rosołu, dodajemy cebulę, imbir, cynamon, kardamon, anyż, liście laurowe, łyżeczkę soli i sos rybny. Gotujemy kolejne 45 minut na małym ogniu.

Po tym czasie z garnka wyciągamy kości i mięso. Jak przestygną, odrywamy kawałki mięsa z udka, korpusu i kości i wrzucamy z powrotem do garnka.

Dodajemy włoszczyznę i gotujemy kolejne 15-20 minut. Pod koniec doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Do misek nakładamy makaron, wlewamy rosół i całość posypujemy pieprzem i dość obficie natką pietruszki.

Smacznego!