Zupy to moje ulubione posiłki jesienią i zimą. Nie muszę jeść drugich dań, wystarczy sycąca, smaczna i rozgrzewająca zupa. Na przykład rybna z mlekiem kokosowym, dynią, makaronem ryżowym i mnóstwem przypraw :) Po prostu pycha, pycha, pycha (no dobra, bo jeszcze wpadnę w samouwielbienie ;).

Dzisiejszy przepis to takie autorskie połączenie polskiej zupy z tajskim curry. W zasadzie to nie wiem, co bardziej kocham – zupy czy curry na bazie mleka kokosowego – pewnie jedno i drugie tak samo, stąd to połączenie :) Spróbujcie, a przekonacie się, że ryba z dynią i mlekiem kokosowym tworzą dobraną gromadkę :)

Składniki (na 4-6 porcji):

1 łyżeczka oleju kokosowego
1 ząbek czosnku, drobno posiekany i roztarty
2 łyżeczki czerwonej pasty curry
1,5 l wody
300 g mrożonej włoszczyzny pokrojonej w paski
400 ml mleczka kokosowego
3 listki limonki kaffir
1 łyżeczka cukru palmowego
6 grzybków mu err (mun)
500 g dyni, obranej ze skóry, pokrojonej w kostkę
1/2 czerwonej papryki pokrojonej w kostkę
500 g filetów z dorsza bez ości i skóry, pokrojonych w kostkę
2 łyżki sosu rybnego
sok z całej limonki
100 g makaronu ryżowego nitki (vermicelli)

Przygotowanie:

Suszone grzyby mu err zalewamy wrzątkiem i moczymy około 20 minut. Po odcedzeniu kroimy w cienkie paski.

W garnku rozgrzewamy olej kokosowy. Wrzucamy posiekany, roztarty czosnek i pastę curry. Smażymy mieszając, aż uwolni się aromat (około 1-2 minuty). Wlewamy wodę, zagotowujemy. Dodajemy włoszczyznę, pokrojone grzybki, mleko kokosowe, liście kaffiru, cukier i gotujemy około 15 minut.

Dorzucamy dynię oraz paprykę i gotujemy, aż dynia lekko zmięknie (około 10 minut). Wówczas dodajemy rybę i sok z limonki. Gotujemy kolejne 10 minut i w razie potrzeby doprawiamy: jasnym sosem sojowym, gdy jest za mało soli, cukrem palmowym lub trzcinowym, gdy zupa jest za kwaśna i sosem chili, gdy jest zbyt mało ostra.

Zestawiamy zupę z gazu i wrzucamy połamany makaron żeby nie „pryskał” po całej kuchni podczas łamania, najlepiej pociąć go nożyczkami nad garnkiem).

Smacznego!